Beata Igielska Książkowzięci

KARTKA Z KALENDARZA

Równo rok temu w Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Międzyrzecz odbyło się spotkanie autorskie z Katarzyna Sztuba-Frackowiak, promujące jej książkę „Od Obrawalde do Obrzyc 1904 – 2024. Historie prawdziwe”.

Minęło tyle czasu, a ta książka wciąż we mnie „siedzi”… Wspominam ją nie bez przyczyny – wszak niedawno ukazała się kolejna historyczna opowieść o Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach pióra autorki.

Jeszcze jej nie przeczytałam do końca, ale niebawem na pewno tu zarekomenduję, bo to ważna i interesująca publikacja.

Na razie przypominam wspomnianą książkę – i spotkanie, które było niezwykle ciekawe, bo Katarzyna potrafi o swojej pasji opowiadać z wielkim zapałem, który udziela się widzom i słuchaczom.

Poniżej moja recenzja książki „Od Obrawalde do Obrzyc…”:

Fragmenty książki mogą być czytelnikom znane, gdyż autorka publikowała je wcześniej w lokalnej prasie i w Internecie. Warto wspomnieć, że ukazały się one również w niemieckim czasopiśmie „Heimatgruss Meseritz”. Teraz mamy wreszcie książkę, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem.

Całość podzielona jest na kilka części, w których Katarzyna Sztuba-Frąckowiak przedstawia powstanie i burzliwą historię szpitala psychiatrycznego w dzisiejszych Obrzycach, codzienne życie w placówce, sylwetki personelu, zarówno lekarzy, pielęgniarek, jak i innych pracowników, losy pacjentów, wspomnienia…

Czarną kartą w dziejach szpitala okazały się czasy II wojny światowej, gdy dokonywano w nim ludobójstwa. Pod płaszczykiem pseudoideologii dotyczącej eutanazji mordowano ludzi niepełnosprawnych, starych, zniedołężniałych, dzieci… Nie byli to jedynie pacjenci tego szpitala. Ofiary przywożono transportami z różnych miejsc – w ten sposób „oczyszczano” aryjską rasę.

Rozdziały poświęcone tej tematyce są wstrząsające, tym bardziej gdy poznaje się konkretne nazwiska i historie ludzi.

Autorka skupia się lekarzach i pielęgniarkach, którzy kiedyś leczyli z poświęceniem i traktowali swoją pracę jak misję, by w ciągu kilku lat stać się katami i posłańcami śmierci. Tylko nieliczni mieli wątpliwości i opory moralne. Większość uległa nazistowskiej propagandzie i wykonywała polecenia przełożonych. Nie wszyscy po wojnie ponieśli za to karę.

Wciąż trudno zrozumieć, jak to możliwe, że wykształceni i dobrzy, zwykli ludzie stali się zbrodniarzami…

Osobne miejsce zajmują opowieści poświęcone pacjentom. Dzięki nim ludzie ci nie są anonimowi, a autorce udało się ocalić pamięć o nich.

Właśnie pokazywanie Wielkiej Historii przez pryzmat jednostek jest mocną stroną tej książki.

Gdy czytamy o ludziach, którzy – jak my – żyli, kochali, cierpieli, mieli marzenia… – doświadczamy większych emocji, niż gdybyśmy poznawali suche fakty i liczby. Nawet najbardziej szczegółowe statystki nie robią bowiem takiego wrażenia jak prawdziwa śmierć, choćby jednego człowieka…

Książka Katarzyny Sztuby-Frąckowiak opowiada również o pięknych kartach w historii szpitala. Już w pierwszych latach swojego istnienia i w dwudziestoleciu międzywojennym była to wzorcowa, nowoczesna placówka o europejskich standardach.

Nic dziwnego, że pacjenci nie tylko nie wstydzili się swojego pobytu w Obrawalde, ale szczycili się nim, wysyłając pocztówki do rodziny i znajomych, gdyż czuli się tam jak w sanatorium.

W jasnych, dużych salach przebywali pacjenci, którymi opiekowano się fachowo, ale i z troską oraz oddaniem. Stosowano różne terapie, leczono nie tylko farmakologicznie, a lekarze mogli poszczycić się bardzo wysokimi kwalifikacjami, naukowymi publikacjami i międzynarodową sławą.

Szpital wyposażony był w łazienki z wannami, prysznicami, toaletami, bidetami. Wokół budynków znajdował się duży park, było bardzo dużo zadbanej zieleni.

Placówka w dużej mierze była samowystarczalna – uprawiano warzywa, owoce, hodowano drób i trzodę chlewną, które wykorzystywano w kuchni.

Oprócz pacjentów psychiatrycznych w kompleksie przebywały osoby starsze. Było tam też sanatorium dla dzieci, o które dbano ze szczególną troską.

Lata powojenne to jeszcze inny rozdział w życiu i funkcjonowaniu szpitala. Czasy peerelu na pewno mu się nie przysłużyły, obecnie jednak szpital jest wyremontowany i wciąż się rozwija, o czym również jest mowa w książce.

Autorce należą się wielkie podziękowania i gratulacje za napisanie tej książki oraz za tytaniczną pracę przy zbieraniu materiałów. Docieranie do wielu źródeł, zwłaszcza znajdujących się na terenie Niemiec, było bardzo trudne, ale – jak widać – przyniosło owoc w postaci niezwykłej publikacji, jedynej takiej w Polsce.

Całość napisana jest ze znawstwem tematu, dbałością o szczegóły, ale i o styl oraz język. Autorce udało się połączyć głęboką problematykę z prostotą przekazu – a to bardzo trudne.

Ubarwieniem treści są unikatowe zdjęcia z różnych archiwów.

Dużo jeszcze by można pisać o tej książce, ale najlepiej ją po prostu przeczytać – polecam szczerze.

#ksiazkowzieci #odobrawaldedoobrzyc #obrawalde #obrzyce #szpitalpsychiatrycznywobrzycach #katarzynasztubafrackowiak #spotkanieautorskie #monografia #ksiazka #historia #biblioteka #miedzyrzecz