WYWIAD Z Katarzyną Sztubą – Frąckowiak, autorką książek historycznych (i WYNIKI KONKURSU)
Od razu zaznaczę, że jest to NAJDŁUŻSZY WYWIAD w naszej grupie – byliście bardzo dociekliwi, a Katarzyna Sztuba-Frackowiak odpowiedziała na WSZYSTKIE pytania (za co serdecznie jej dziękuję).
Powstała z tego bardzo ciekawa rozmowa, z której można wiele dowiedzieć się o jej bohaterce.
ZAPRASZAM do lektury (i do poznania zwycięzców – czyli autorów najciekawszych pytań)…
- Czym jest dla Pani pisanie?
– Pisanie jest dla mnie sposobem pokazania czytelnikowi mojego świata historycznego, moich badań naukowych i przemyśleń na dany temat. Takie spojrzenie na temat Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach moimi oczami.
- Jaką melodią określiłaby Pani swoją ostatnią książkę?
– Ostatnia książka „Szpital Psychiatryczny w Obrzycach 1904-1945. Cienie z przeszłości” składa się z wielu wątków z 41 lat niemieckiej historii szpitala, więc przyrównałabym do „Obrazków z wystawy” Modesta Musorgskiego, gdzie każdy obrazek to inna melodia.
- Kiedy poczuła Pani zew pisarski?
– Właściwie nie ma jakiejś ostrej cezury czasowej „zewu pisarskiego”. Już w szkole z pasją pisałam wypracowania i opowiadania, na studiach były to już artykuły historyczne, od 2018 r. zaczęłam pisać posty na FB i artykuły w lokalnych gazetach. W 2021 r. dyrektorka GOK Pszczew, Ewa Walkowska zaproponowała mi napisanie w ramach projektu biografii Walerii Misiewicz i tak powstała moja pierwsza książka.
- Jakie cechy powinna wg pani posiadać dobra książka?
– Dobra książka jest jak dobra potrawa: musi być utalentowany, doświadczony kucharz i dobre składniki. Z byle ochłapu nie zrobisz wykwintnego sznycla. Znowu niezbyt wprawny szef kuchni nawet z najlepszego mięsa zrobi podeszwę. Przede wszystkim pisarz powinien mieć wiedzę o tym, co pisze. Jeśli pisze o np. losach rodziny z Ostrołęki podczas powstania listopadowego, to powinien gruntownie zbadać ten okres i zrobić porządne badania, żeby nie obrażać czytelnika infantylnością byle jak naszkicowanego tła historycznego rodem z Wikipedii i ahistorycznych postaci, które zachowują się i rozmawiają jak współcześni ludzie. Książka powinna być napisana na podstawie wieloletnich badań nad historią danego regionu, łącznie z kuchnią regionalną a nie na podstawie tekstów pościąganych z netu i wrzuconych do Chata GPT. Ponadto ważna jest dbałość o język polski i nienadużywanie anglicyzmów czy języka potocznego. Ubolewam, że dzisiaj więcej energii idzie w promowanie książki w social mediach, niż w solidny research i poprawny język. Byle więcej, byle szybciej…zasięgi, lajki, algorytmy…Książki pisane na chybcika mają krótką żywotność i przeterminowują się, jak pieczywo na półce.
- Czy podczas researchu do książek odkryła Pani jakiś fakt, który Panią szczególnie zaskoczył?
– Tak, miałam parę zaskoczeń. Zdziwiło mnie, jak podobny był szpital w Obrzycach pod względem zachowania pacjentów i personelu do obozów zagłady takich jak Treblinka czy obozów koncentracyjnych, jak Oświęcim, I tu, i tu byli okrutni kapo, selekcja na bocznicy, wodniste zupy, handel papierosami, katorżnicza praca i wszechobecne donosicielstwo.
- Czy dużo czasu zajmuje Pani research? Dlaczego wybrała pani powieść historyczną? Którą książkę pani poleca komuś kto nie zna historii?
– Badania historyczne nad Obrzycami prowadzę już od 7 lat i ich owocami są kolejne książki. Jeszcze nie napisałam powieści historycznej, na razie skupiam się na książkach naukowych i popularnonaukowych. Powieść może kiedyś. Komuś, kto jeszcze nie zna historii Obrzyc, polecam jako pierwszą: „Od Obrawalde do Obrzyc 1904-2024. Historie prawdziwe”, to takie małe wprowadzenie do 120-letniej historii szpitala.
- Gdyby pani spotkała Matyldę Kronberg, co by jej pani powiedziała?
– Powiedziałabym jej, że zazdroszczę jej tej siły, która pozwoliła przetrwać tej biednej dziewczynie z maleńkiej wioski Mokrzec tyle zawirowań życiowych. Przeżyła porzucenie przez ukochanego, skandal związany z niechcianą ciążą i próbą wyrzucenia jej z pracy. Trudności ją zahartowały, ale też stępiły w niej wrażliwość na krzywdę mordowanych w akcji „zdecentralizowanej eutanazji” pacjentów. Zapytałabym więc, jak znaleźć ten balans między byciem silną a byciem zimną i obojętną na los innych ludzi.–
- W jakim gatunku literackim jeszcze spróbowałaby pani pisać?
– Może odważę się kiedyś na powieść lub zbiór opowiadań o Obrzycach.
- Jak lubi pani spędzać wolny czas?
– Generalnie jestem outsiderem i domatorem. Lubię przebywać w domu z rodziną, czytać książki i artykuły historyczne, siedząc z moimi kotami przy kominku albo chodzić na spacery z psem i układać sobie w głowie kolejne tematy do opisania.
- Czy może pani napisać parę słów, które zachęcą do przeczytania pani książek?
– Polecam te książki każdemu, kto chce się czegoś dowiedzieć, kogo nie męczy uczenie się, kto nie boi się trudnych tematów i kto chce w towarzystwie zabłysnąć wiedzą a nie tylko drogą metką na ubraniu.
- Jakie pytanie zadałaby pani nam czytelnikom, żeby nas zaskoczyć?
– Zapytałabym, jak w tym gąszczu kilkunastu premier książek w miesiącu znajdują coś odpowiedniego dla siebie?
- Czy pisanie może pełnić formę terapeutyczną?
– Myślę, że tak. Pisanie pozwala zapomnieć o problemach osobistych i zanurzyć się w inną rzeczywistość. Poza tym zawsze można przypisać bohaterom swoje własne błędy i ich rozgrzeszyć:).
- Czy wyciska pani życie jak cytrynę?
– Widzę tu trochę parafrazę powiedzonka Dyrektora Waltera Grabowskiego, który uważał, że należy wyciskać pacjentów, jak cytryny, do ostatniej kropli. Nie jestem typem człowieka żyjącego intensywnie, na krawędzi i jadącego po bandzie. Pożytkuję czas na pracę naukową i raczej jestem zachłanna na nową wiedzę a nie na adrenalinę. Staram się uczestniczyć w konferencjach naukowych, jeździć na prelekcje i promocje ciekawych książek. Pod tym względem lubię intensywność. Jeśli jednak chodzi o jakieś bale, dożynki i jarmarki, to już mniej jestem łasa na takie rozrywki, ale uważam, że czasami trzeba gdzieś wyjść, żeby nie być takim skończonym sztywniakiem.
- Co jest kluczem do zrozumienia pani książek?
– Kluczem do zrozumienia moich książek jest sympatia do historii, chęć poznawania nowych faktów i nieuciekanie od trudnych tematów.
- Czego czytelnicy nie zauważają w pani książkach, a powinni?
– Może czasami nie zauważają odniesień do mitologii, religii oraz literatury klasycznej (sparafrazowane tytuły „Dziwne losy Jane Eyre”, „Berenika strzyże włosy”, „Poczciwi wiejscy ludzie”, „Szpital Przemienienia”)
- Co sprawiło największy problem podczas pisania?
– Nie przepadam za drobiazgowym uzupełnianiem przypisów i bibliografii. Myśl leci naprzód a tu niestety trzeba dopełnić formalności…Czasami także trudno znaleźć czas na pisanie, kiedy się pracuje zawodowo.
- Który moment w historii szpitala psychiatrycznego najbardziej panią poruszył i uznała go pani za ważny do opisania?
– Tak jak w życiu, bywa często tak, że nie pamiętamy o setkach dobrych momentów a pamiętamy o kilku tych złych. Szpital w Obrzycach ma 121 lat historii, tylko 6 lat było tragicznych a reszta, 115 lat, była godna pochwały. Jednak ten dramatyczny okres II wojny światowej jest najbardziej poruszający, bo tak bardzo uderzał w ludzką godność.
- Czy pisanie to pani hobby, dodatkowe zajęcie czy zawodowo zajmuje się pani pisaniem?
– Pracuję jako muzealnik, pisanie traktuję jako dodatkowe zajęcie a jednocześnie jako hobby.
- Kiedy możemy się spodziewać kolejnej książki i jak będzie jej tematyka?
– Pracuję aktualnie nad kolejną książką i mam nadzieję, że uda mi się ją wydać jeszcze w tym roku. Pochylam się w niej nad losem personelu uwikłanego w nazistowską ideologię i jego życiowymi wyborami.
- Dlaczego akurat Obrzyce i historia tego miejsca?
– W 2016 r. przyszłam na spacer historyczny do Obrzyc i absolutnie zachwyciło mnie to miejsce. Dla jednych „wariatkowo” dla mnie „mikrokosmos”. Dostrzegłam jego wielkość, tragizm i potencjał historyczny. Dla tematu Obrzyc porzuciłam doktorat z historii późnego Cesarstwa Rzymskiego. Zrezygnowałam z uczynienia powszechnej historii swoim tematem, przeszłam do uczynienia swojego lokalnego tematu powszechnym.
- Z której książki jest Pani najbardziej dumna?
– Jestem dumna z książki o Walerii Misiewicz, ponieważ był to mój pierwszy krok w stronę poważnego pisania. Natomiast pod względem naukowym jestem dumna z ostatniej książki „Cienie z przeszłości”, która została nagrodzona przez Panią Rektor UAM w Poznaniu.
- Ile czasu zajmuje zebranie materiału do książki?
– Badam Obrzyce nieprzerwanie już od 7 lat. Przez 7 lat czytałam książki historyczne, najczęściej niemieckie i spotykałam się z bardziej doświadczonymi w temacie eutanazji historykami niemieckimi. Szukałam też dokumentów w archiwach, tłumaczyłam je strona po stronie z języka niemieckiego i opracowywałam naukowo.
- Czytałam o Pani problemach związanych z wykorzystaniem materiału z pani książek przez innego autora. Cy udało się pani satysfakcjonująco zakończyć tę sprawę? Czy pani zdaniem można się ustrzec takich sytuacji i w jaki sposób?
– Niestety, świat jest pełen ludzi, którzy chcą sobie zrekompensować jakieś niedostatki i mają straszne parcie na zdobycie sławy. Takie osoby często „nie sieją, nie orzą”, nie chce im się ciężko pracować nad danym tematem, ale mają przemożną chęć bycia „kimś”. Wtedy nie pozostaje im nic innego jak ukraść cudzą pracę, przystroić się w „cudze pióra”, zrobić poważną minę do zdjęcia i udawać „odkrywcę historii”. Na szczęście w Polsce działa jeszcze prawo autorskie, więc sprawę oddałam w ręce kancelarii prawnej. Powiadomiłam również parę poważnych instytucji, stowarzyszeń i wydawnictw, żeby wiedzieli, z kim mają do czynienia. W dzisiejszym świecie błyskawicznego przepływu informacji, plagiatu czy podszywania się pod kogoś innego nie utrzyma się długo w tajemnicy. Jak można temu zapobiec? Przede wszystkim kłania się tu profesjonalizm pracowników wydawnictwa, którzy dostają od początkującego autora zarys powieści o rzekomo nieznanym oryginalnym temacie. Na prawdę w dzisiejszych czasach wystarczy hasło wrzucić do internetu, żeby zauważyć, że ten „nieznany” temat bada już jakiś Iksiński i coś wydał. Takiego autora powinni weryfikować też czytelnicy. Jakie ma wykształcenie? Doświadczenie? Co wcześniej napisał? W jakim stylu? Czy mu się nagle styl w cudowny sposób nie poprawił za pomocą Chata GPT? Co mówi na promocjach książek? Czy w książce nie pisze górnolotnie: „Różanolica Afrodyta uczyniła swego umiłowanego Adonisa źrenicą swojego jestestwa na chmurnym Olimpie, wlewając w jego usta miłość, niczym nektar i ambrozję” a na spotkaniu z czytelnikami mówi: „No bo ja tu taką fajną książkę yyy napisałem o takich fajnych bogach i innych fajnych rzeczach z Grecji, jak siedziałem na lotnisku”. I dalej opowieść o lotnisku i okładce książki a nie o tym, co kocha w mitologii greckiej i jak wpadł na ten temat. Wystarczy kogoś takiego „przepytać na okoliczność” i już wszystko wiadomo.
- Skąd pomysł na pisanie książek o tematyce historycznej? W jakim momencie zainteresowała się pani historią czy ktoś panią zainspirował?
– Od zawsze interesowałam się historią, mój ojciec był nauczycielem historii w liceum i przesiąkłam tym tematem od najmłodszych lat. W domu piętrzyły się stosy książek historycznych, uwędzonych dymem papierosowym, z których mój ojciec przygotowywał się do lekcji. Do domu przychodzili uczniowie, którzy uczyli się do matury z historii i dyskutowali z nim na różne tematy. Chłonęłam tę atmosferę i uważałam historię za swoje naturalne środowisko.
- Czy planuje pani napisać książkę z innego gatunku literackiego np. kryminał lub romans?
– Nie wykluczam takiej możliwości. Na ten moment mam jednak dużo planów naukowych i nie wiem czy starczy mi czasu na penetrowanie nowych obszarów literatury.
- Co skłoniło panią do pracy nad reportażami historycznymi?
– Reportaże dostarczają niezwykłych emocji, których nie da książka historyczna. Poznałam wspaniałych dziennikarzy z Radia Zachód, Pana Cezarego Galka i Panią Izabelę Patek. Pan Galek zaproponował że zrobi reportaż o przyjeździe Niemców z Bremy do Obrzyc. Byli to naukowcy, duchowni i członkowie rodzin zamordowanych w Obrzycach ofiar. Myślę, że ten reportaż jest świetny. Dostał zresztą wyróżnienie na konkursie organizowanym przez IPN. Pani Izabela również interesuje się historią i myślę, ze przed nami jeszcze wiele ciekawych tematów do nagrania.
- Co czuje pani, opisując tak bohaterskie kobiety jak Waleria Misiewicz?
– Czuję wtedy dumę, że jestem kobietą. I uważam, że Waleria jest doskonałym wzorem dla kobiet, które uważają, że czegoś nie dokonają, bo mieszkają na wsi, nie mają możliwości, są za słabe, zależne itd. Waleria była dziewczyną z wielodzietnej rodziny z małej wsi z pogranicza i łamała wszelkie bariery. Dla niej słowo „niemożliwe” nie istniało. Jeździła konno, rowerem, bryczką, koleją, wszędzie jej było pełno, działała społecznie, czytała książki, myślała odważnie i miała swoje zdanie. Swoją energią i osiągnięciami mogłaby obdzielić kilkoro ludzi.
- Czy w szpitalu w Obrzycach są jakieś duchy, wie coś Pani o osobach , które doświadczyły tam zjawisk paranormalnych?
– Rozmawiając z ludźmi z Obrzyc, wielokrotnie słyszałam o takich zjawiskach. Wydaje mi się, że śmierć tylu tysięcy ludzi zostawiła jakiś ślad w tym miejscu. Najczęściej ludzie tam przebywający mają wrażenie, że ktoś ich obserwuje. Słyszałam też wiele innych przerażających opowieści, ale nie nadają się tu do przytoczenia.
- Co pani czuła odkrywając mroczne tajemnice szpitala w Obrzycach?
– Jest to jednocześnie ekscytacja, że udało się dotrzeć do prawdy i rozwiać kolejny mit, ale jednocześnie jest to smutna konstatacja, że w odpowiednich okolicznościach zwykły człowiek jest zdolny do najgorszych zbrodni.
- Czy ma pani w domu zwierzęta?
– Tak. Mam psa wilczura i 3 koty dachowce. Traktuję ich jak najdroższych przyjaciół i bardzo lubię ich towarzystwo.
- Skąd czerpiesz informacje, fakty, które są zamieszczone w książkach? Ludność miejscowa inne źródła?
– Przede wszystkim czerpię informację z książek naukowych oraz dokumentów z archiwum. Rozmowy z mieszkańcami Obrzyc też są cenne, ponieważ dowiaduję się szczegółów, których nie ma w żadnych opracowaniach, np., że Dyrektor Grabowski chodził w czarnym szytym na miarę skórzanym płaszczu, charakterystycznym dla SS. Aczkolwiek wraz ze śmiercią pielęgniarki Hildegardy Nowak odszedł ostatni bezpośredni świadek historii szpitala z czasów II wojny światowej i skończyła się możliwość poznania tej zbrodni z relacji naocznych świadków.
- Co skłoniło panią do napisania książki?
– Przede wszystkim chęć podzielenia się z czytelnikami moimi wynikami badań historycznych, zainteresowania historią tego niezwykłego szpitala i pokazania jego dziejów moimi oczyma.
- Jakie cechy charakteru i osobowości są potrzebne żeby zostać pisarką?
– Potrzebna jest przede wszystkim determinacja i pracowitość. Umiejętność odcięcia się od rozrywek tego świata, nadmiernego oglądania telewizji, ciągłego sprawdzania lajków pod swoimi postami na social mediach, cykania selfie na każdym kroku, latania po imprezach i relacjonowania każdej pierdoły. Pisarz musi umieć samotnie siedzieć przy biurku, „dłubać” w dokumentach, uczyć się i dzielnie pisać linijka po linijce a ponadto cieszyć się z tego klasztornego życia. Jeżeli ktoś uważa taką mrówczą pracę za stratę czasu i pogrzebanie się za życia w grobie, to niech zostanie tylko barwnym influencerem, uprawiającym radosny unboxing cudzych książek.
- Gdyby miała pani możliwość zobaczenia swoich powieści na dużym ekranie, którą chciałaby pani zobaczyć jako pierwsza i dlaczego?
– Na pewno chciałabym zobaczyć ekranizację biografii Walerii Misiewicz, wiejskiej dziewczyny, która przełamuje schematy w dwudziestoleciu międzywojennym, w czasie wojny i w PRL. To byłoby świetne kino feministyczne z przesłaniem: „Nie narzekaj, tylko rusz się i zrób coś wielkiego”.–
- Kto jest pierwszym czytelnikiem?
– Moim pierwszym czytelnikiem jest mąż Rafał, którego pozdrawiam:), a później panie z wydawnictwa.
- Jakie uczucia towarzyszą pani w księgarniach?
– Cieszę się, że moja książka jest wśród innych tytułów wielu świetnych autorów, to wielka duma.
- Gdyby pani mogła w kilku słowach zareklamować swoje książki czytelnikom, dlaczego mają po nie sięgać.
– Tak jak pisałam wcześniej, polecam te książki czytelnikowi, który ciągle się rozwija, chce się czegoś dowiedzieć i nie boi się trudnych tematów.
- Co sprawiło największą trudność przy pisaniu pierwszej książki?
– Najtrudniejsze było przemodelowanie codziennego grafiku i znalezienie czasu po pracy na pisanie.
- Jakie książki pani czytaczy są to z rodzaju jaki pani pisze czy inne?
– Czytam przede wszystkim naukowe książki historyczne o III Rzeszy a w wolnym czasie dobrze napisane powieści historyczne, najchętniej Pani Zofii Mąkosy i Elżbiety Cherezińskiej.
- Jakie emocje odczuwała Pani będąc w miejscu w którym ludzie tracili życie podczas Akcji T4 i czy to było ciężkie?
– To są ciężkie emocje, ponieważ ludzie, którzy tu ginęli, byli tacy sami jak my, członkowie naszych rodzin, sąsiedzi, znajomi. Ginęły tu dzieci z porażeniem mózgowym, ADHD, Spektrum Autyzmu czy Zespołem Downa, starsi ludzie z niedowładami po udarach, z zaćmą, chorobą Alzheimera czy Parkinsona, dorośli z depresją, manią, schizofrenią, jeżdżący na wózkach inwalidzkich, ciężko ranni żołnierze. Pomyślmy, że wszystkie takie osoby z naszego otoczenia zostają bez litości zabite, jako bezużyteczne. To jest wstrząsające.
- Czy zbieranie materiału do tej książki było ciężkie i miała pani problemy z ich otrzymaniem?
– Zbieranie materiałów wiąże się z podróżowaniem po wielu archiwach, polskich i zagranicznych. Niektóre dokumenty wojenne w archiwach są utajnione na 100 lat, więc będzie można do nich zajrzeć dopiero po 2039 r. Są problemy z np. z dostępem do dokumentów Dyrektora Obrawalde, Waltera Grabowskiego we francuskim archiwum w Paryżu.
- Czuje się pani bardziej pracownikiem muzeum, pisarzem czy nauczycielem?
– Wszystkim po trosze. Wiele lat pracowałam w szkole, więc mam łatwość w przekazywaniu wiedzy w prostej, zrozumiałej formie. Pracę w muzeum bardzo sobie cenię, ponieważ jest niezwykle ciekawa, codziennie obcuje się tu z historią i ludźmi, którzy ją kochają. Pisarzem czuję się, jak coś wydaję lub jestem w bibliotece na promocji książki.
- Co daje pani więcej satysfakcji przekazywanie wiedzy historycznej dzieciom czy odkrywanie przeszłości miejsca w którym pani żyje i dzielenie się tym z czytelnikami?
– Lubię przekazywać wiedzę historyczną ludziom w różnym wieku. Zawsze dostosowuję przekaz do mojego odbiorcy, więc nie opowiadam dzieciom o drastycznych przypadkach i nie epatuję śmiercią a raczej mówię o tym, że dzisiaj ktoś niepełnosprawny może się czuć w społeczeństwie bezpiecznie a w okresie III Rzeszy to już tak nie było.
- Czy ma pani w planach napisanie powieści o innej tematyce na przykład przygodowej a nie wyłącznie historycznej?
– Myślę, że kiedy zrealizuję już swoje cele naukowe to być może wybiorę się na tę „terra incognita”, którą jest dla mnie napisanie powieści historycznej.
* Katarzyna Sztuba-Frackowiak jest absolwentką historii i języka francuskiego Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz studiów doktoranckich na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Obecnie – Kierownik ds. Naukowych w Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu. Należy do niemieckiego stowarzyszenia naukowców zajmujących się zagładą pacjentów psychiatrycznych Arbeitkreis Gedenkort T4 w Berlinie. Jest prezeską Fundacja Miejsce Pamięci Obrzyce/ Gedenkstätte Obrawalde . Autorka kilku książek i wielu publikacji historycznych. Za ostatnią książkę „Cienie z przeszłości. Szpital Psychiatryczny w Obrzycach 1904-1945” zdobyła niedawno Lubuski Wawrzyn Naukowy i Nagrodę Rektora UAM w Poznaniu Małe Srebrne Pióro – za najlepszą książkę popularnonaukową.
________________________________
A na zakończenie informacje o LAUREATACH – nową książkę „Cienie z przeszłości…” – z imienną dedykacją autorki – otrzymują:
Iwona Nikodemska, Ewa Całuch i Mirosław Zawalich (który dodatkowo został przez Katarzyna Sztuba-Frackowiak nagrodzony książką o Walerii Misieiwicz) – GRATULUJĘ ![]()
(Z laureatami skontaktuję się na priv)

