Podczas II wojny światowej do Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach trafiały w transportach kolejowych niepełnosprawne dzieci z całej Rzeszy. Zazwyczaj cierpiały one na upośledzenie umysłowe, wodogłowie, epilepsję, porażenie mózgowe lub autyzm i byly uważane przez nazistowskich lekarzy za „bezużyteczne”.
Personel umieszczał je na Oddziale III, który podlegał ordynator dr Hilde Wernicke.
Tak opisuje to oddziałowa Berta Koslowski:
„Na naszym oddziale przebywały dzieci obu plci, od niemowląt do takich około 16-18 roku życia. Były to dzieci wyraźnie zdeformowane, epileptycy i dzieci upośledzone umysłowo. Można je było zajmować jedynie prymitywnymi zabawami i śpiewaniem, nie można było wymagać od tych chorych dzieci wykonywania jakiejkolwiek pracy”.
Chore dzieci były regularnie mordowane przez tamtejsze pielęgniarki za pomocą rozpuszczonego w kubku weronalu, wymieszanego z marmoladą dla nadania mu słodkiego smaku. Kiedy zapadały w sen, przychodziła przełożona pielęgniarek Amanda Ratajczak i robiła im śmiertelny zastrzyk z mieszanki skopolaminy i morfiny.
Następnie po ciała dzieci zawinięte w prześcieradła przychodzili pracujący pacjenci, tzw. „Friedhofkolonne” i grzebali je w grobach masowych na cmentarzu przyszpitalnym.
Rodzinie wysyłano zawiadomienie z fałszywą przyczyną śmierci, którą były zazwyczaj zapalenie płuc lub grypa.
W Dniu Dziecka wspólnie zapaliliśmy znicz dla tych niechcianych „nieudanych” dzieci, które otrzymały słodycze, ale jako truciznę, która miała zakończyć ich „bezużyteczną egzystencję”.
Fot. Dzieci z Kinderfachabteilung, DGKJ Institut für Medizingeschichte Charité.
Carola Czempik, fotografia pt. „Niewysłane listy do mamy” z projektu artystycznego „Stehen im Schatten”.
Archiwum Fundacji, Oddział III w Obrzycach, pomnik ofiar eutanazji.




