Wywiad przeprowadzony przez Beatę Igielska z „Książkowzietych” z Prezes Fundacji Katarzyną Sztubą-Frąckowiak

Z cyklu – ROZMOWY Z PISARKAMI I PISARZAMI…

Wywiad z Katarzyna Sztuba-Frackowiak, autorką książek historycznych

– W jaki sposób zrodził się pomysł na napisanie książki o szpitalu psychiatrycznym w Obrzycach?

– Zanim pojawiła się chęć napisania książki „Od Obrawalde do Obrzyc 1904-2024. Historie prawdziwe”, była fascynacja tym niezwykłym miejscem. W Obrzycach pojawiłam się w 2018 roku wraz z moimi uczniami z Liceum Ogólnokształcącego w Międzyrzeczu. Postanowiłam przyprowadzić ich na „żywą lekcję historii”. Chciałam opowiedzieć licealistom o zagładzie pacjentów psychiatrycznych w czasach II wojny światowej i uzmysłowić im, że mieszkają w miejscu, gdzie naziści zgładzili około 18.000 ludzi, to więcej niż ma mieszkańców Międzyrzecz. Zaczęłam zgłębiać temat niemieckiej Akcji T4 i „zdecentralizowanej eutanazji”, która wydarzyła się właśnie w szpitalu w Obrzycach w latach 1939-1945. Najpierw przeczytałam wszystkie polskojęzyczne pozycje, dotyczące tej zapomnianej zbrodni (Lemiesza, Radzickiego, Mnichowskiego, Dramowicza). Następnie sięgnęłam po bogatą literaturę niemiecką, dotyczącą tzw. „higieny rasy” (to: Aly, Beddies, Haertel, Jenner). Potem zaczęłam badać materiały archiwalne. Moje odkrycia w temacie historii Obrzyc przed i po II wojnie światowej zaczęłam publikować w czasopismach naukowych (Ziemia Międzyrzecka, Ziemia Lubuska, Studia Zachodnie, Pegaz, Nowa Marchia). Chciałam również spopularyzować wiedzę o dawnych Obrzycach wśród szerszej rzeszy czytelników, stąd moja trzyletnia współpraca z międzyrzeckim miesięcznikiem Powiatowa oraz posty historyczne na grupach FB „Powiat międzyrzecki. Historia i współczesność” i „Międzyrzecz-Obrzyce/Meseritz-Obrawalde”. Kiedy miesięcznik Powiatowa przestał się ukazywać, postanowiłam opublikować swoje badania nad Obrzycami w formie książki popularnonaukowej. Chciałam ocalić swój dorobek od zapomnienia i także uchronić go przed zakusami wszelkiej maści plagiatorów i amatorów kradzieży cudzego dorobku intelektualnego.

– Jak długo zbierałaś materiały i co podczas pracy było najtrudniejsze?

– Moje badania i zbieranie materiałów trwały 6 lat. Jak wspomniałam wcześniej, od 2018 roku zapoznawałam się z literaturą polską o historii Obrzyc, ale też z literaturą niemiecką i też amerykańską, dostępną w Staatbibliothek w Berlinie. Jednak wiedza z tych książek była często ogólna i tylko zdawkowo dotyczyła tutejszej lecznicy. Sięgnęłam więc do zasobów archiwalnych, dostępnych w Gorzowie, Szczecinie, Poznaniu, Pile i Zielonej Górze. Skorzystałam też z ogromnych zasobów akt Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, dostępnych w IPN. Co jest najtrudniejsze w badaniu Obrzyc? Fakt, że dokumenty dotyczące szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach są rozproszone na wiele archiwów: polskich i niemieckich i skorzystanie z nich wymaga wielu wyjazdów i kwerend. Drugi problem w badaniu Obrzyc to znajomość języka niemieckiego. Nie tylko należy go świetnie znać, ale i przyswoić sobie urzędowy żargon, którym pisane były dokumenty, dotyczące szpitala. Jeszcze jedna trudność: w latach 1935-1941 w Niemczech obowiązywało tzw. pismo Sütterlina, w którym były litery o zupełnie innym kształcie niż alfabet łaciński, który znamy. A wcześniej obowiązywała tzw. kurrenta, która również krojem liter różniła się od polskiego pisma. Tego wszystkiego trzeba było się nauczyć, żeby w ogóle wiedzieć, co się czyta w teczkach archiwalnych, a nie patrzeć na niemieckie obwoluty poszytów, jak sroka w kość.

– Ile czasu poświęciłaś na pisanie monografii i czy zmieniałaś w niej coś podczas tworzenia?

– Prawdę mówiąc, materiały na tę książkę zbierałam już od 2018 roku. Sam proces składania jej w całość był już szybszy i trwał kilka miesięcy. Po prostu, mówiąc kolokwialnie, jeśli już zgromadziłaś obszerną belę tkaniny, to łatwo ci z niej wykroić okazałą suknię. I tak samo było z książką, te setki dokumentów, które udało mi się zgromadzić, posłużyły mi do opracowania książki. Zmieniłam w jej treści kilka rzeczy: postanowiłam odkrycia dotyczące wczesnej fazy istnienia szpitala (lata 1904-1918) przeznaczyć do opublikowania w następnej książce.

– Którzy z bohaterów książki najbardziej cię poruszyli albo zaintrygowali i dlaczego?

– Bardzo poruszyła mnie historia młodej dziewczyny, Liselotte Eilers, która doznała zaburzeń psychicznych w wyniku gwałtu. Rodzina jej nie wsparła, ponieważ siostry były małe, a ojciec po śmierci matki ożenił się jeszcze raz i nie interesował się córkami z pierwszego małżeństwa. Tragiczny los 19-letniej Liselotte, która koniec końców trafiła do obozu zagłady w Obrzycach opisuję właśnie na kartach książki. Podobnie wzrusza mnie los Emmy Dröse, która została zgładzona z powodu psychozy okołomenopauzalnej i osierociła trójkę dzieci.

– To twoja druga książka. Pisało się ją łatwiej?

– Moja pierwsza książka, „Waleria Misiewicz z Szarcza”,dotyczyła działaczki Związku Polaków w Niemczech. Z jednej strony pisało się ją łatwiej, ponieważ w Pszczewie i w Szarczu mieszkało jeszcze kilka osób, które pamiętało Walerię zmarłą w 1985 roku. Natomiast niewiele było dokumentów archiwalnych, które dostarczyłyby wielu faktów na temat życia tej wiejskiej kobiety. Z historią Obrzyc sprzed 1945 roku jest na odwrót: mamy archiwalia, natomiast nie żyją już świadkowie tamtych wydarzeń. Książki o Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach jest bardzo trudno pisać ze względu na to, że jest to tragiczna historia zagłady 18.000 ludzi i należy wykazać się dużą czcią dla ofiar i należytą powagą.

– Wiem, że w planach są kolejne książki. Nad czym teraz pracujesz?

– Obecnie przymierzam się do wydania tekstu o niemieckiej historii szpitala z lat 1904-1945. Roboczy tytuł tej publikacji to: „Historia Szpitala w Obrzycach w latach 1904-1945. Kartki z niemieckiego kalendarza”. Znajdą się w niej moje odkrycia dotyczące działania szpitala w czasach niemieckich. Od triumfu nauki w początkach XX wieku po barbarzyństwo z czasów II wojny światowej w latach 1939-1945. Aby jednak nie pogrążyć się tylko w „niemieckich klimatach”, planuję również napisać książkę „Moje dzieciństwo w Obrzycach”, w której przedstawię wspomnienia Polaków mieszkających w kompleksie szpitalnym po 1945 roku. Jednocześnie kończę pisanie dla Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej książki „Anioły śmierci z Obrawalde” – o pielęgniarkach i ich uczestnictwie w eutanazji pacjentów.

– Co lubisz czytać, gdy nie piszesz i nie przygotowujesz się do tego? Masz ulubionych pisarzy?

– Uwielbiam czytać. Jednym z moich ulubionych autorów jest Edgar Allan Poe i jego „Opowieści niesamowite”. Lubię też niemieckich pisarzy, np. Hannsa Heinza Ewersa i jego „Alraune” oraz opowiadania zebrane w publikacji: „Dama tyfusowa”, a także opowiadania niemieckiego pisarza z przedwojennego Śląska, Karla Hansa Strobla, zebrane w tomiku „Kościana ręka”. Cenię sobie bardzo dopracowane w szczegółach historycznych powieści Umberto Eco, opowiadania „Poczciwi wiejscy ludzie” chyba nieznanej w Polsce Flannery O’Connor i prozę Edwarda Pasewicza.

– Dodasz coś jeszcze od siebie?

– Dziękuję za propozycję wywiadu i możliwość opowiedzenia o swojej pracy. Nie lubię opowiadać o sobie, uważam, ze to książka powinna mówić za autora, ale ostatnio obserwuję tyle instagramowej i tiktokowej fanfaronady grafomanów wszelkiej maści, kradnących bez poczucia winy cudze odkrycia historyczne, że postanowiłam trochę opowiedzieć o tej ciężkiej i długodystansowej pracy naukowca i zaapelować do czytelników: nie kupujcie podróbek, kupujcie oryginały.

– Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejne książki.

* KATARZYNA SZTUBA-FRĄCKOWIAK jest historyczką, autorką dwóch książek i licznych publikacji o tematyce historycznej. Mieszka w Pszczewie (Lubuskie). Pracowała jako nauczycielka; od 2022 roku jest pracownikiem naukowym Muzeum Ziemi Międzyrzeckiej im. Alfa Kowalskiego w Międzyrzeczu. Od niedawna kieruje Fundacją Miejsce Pamięci Obrzyce/Gedenkstätte Obrawalde.

https://www.facebook.com/share/p/1APoeRxj39/?mibextid=wwXIfr