12 grudnia 1945 roku pielęgniarka ze Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach, Helene Wieczorek z więzienia dla kobiet przy Lehrter Strasse w Berlinie napisała do Prokuratora Generalnego Niemiec następujący list:
„Jestem w areszcie już prawie 4 miesiące, proszę o wyrażenie zgody na zatrudnienie przeze mnie adwokata. Serdecznie proszę też, aby władze (więzienia) pozwoliły mi spędzić razem z dr Wernicke wigilię Bożego Narodzenia lub pierwszy dzień świąt”.
Niestety prokurator nie zgodził się, obawiając się groźby matactwa ze strony oskarżonych o morderstwo kobiet- Heleny Wieczorek i dr Hilde Wernicke. Nie chciał ryzykować, że podejrzana o zabójstwo 600 pacjentów dr Wernicke, siedząc w jednej celi, przy wspólnym świątecznym stole, będzie próbowała manipulować swoją podwładną i wpływać na jej zeznania. Władze więzienia poparły decyzję prokuratora i również nie zgodziły się na wspólne święta pielęgniarki i lekarki.
Kim były te kobiety? Jak trafiły do więzienia w Berlinie?
Helene Wieczorek urodziła się 14 września 1904 roku w Zabrzu na Górnym Śląsku w biednej górniczej rodzinie. W 1925 roku porzuciła jednak familoki Górnego Śląska i zatrudniła się w Szpitalu Psychiatrycznym w Meseritz-Obrawalde, odległym o ponad 400 km od Zabrza. Z początku była zwykłą salową, ale po ukończeniu dwuletniej szkoły pielęgniarskiej została w wieku 23 lat zatrudniona jako opiekunka psychiatryczna na jednym z oddziałów dla chorych psychicznie (Oddział 1, 2, 9 lub 10). Pracując w szpitalu zaprzyjaźniła się z 5 lat od niej starszą lekarką- psychiatrą dr Hilde Wernicke.
Córka oficera, Hilde Wernicke, urodzona 11 listopada 1899 roku w Schlezwig ukończyła studia medyczne w Marburgu, po których znalazła zatrudnienie w szpitalu w Obrzycach w 1927 roku. Wieczorek pracowała na jednym z oddziałów dla psychicznie chorych, na którym lekarzem była Wernicke i tak rozpoczęła się ich niezwykła przyjaźń: katoliczki i protestantki, prostej i wykształconej, Polki i Niemki… Dr Wernicke mieszkała po kobiecej stronie szpitala, prawdopodobnie nad Oddziałem 1 Przyjęciowym, Helena nad Oddziałem 5.
Wydaje się, że dr Wernicke nie czuła się dobrze w środowisku lekarzy z Obrawalde. Środowisko to było całkowicie męskie i w dużym stopniu szowinistyczne, a ona była tu jedyną kobietą psychiatrą. Ponadto Wernicke nie pochodziła z żadnej wysoko ustosunkowanej rodziny lekarskiej, była córką zwykłego wojskowego a na studiach ledwo wiązała koniec z końcem. Jako kobieta nie należała do żadnej snobistycznej korporacji studenckiej, które były wylęgarnią politycznych koneksji. Na dodatek nie grzeszyła klasyczną urodą i nie wzbudzała zainteresowania kolegów lekarzy, jako potencjalny materiał na żonę. (A po co lekarzowi taka żona, co nie będzie na stół sznycla z kartoflami podawać, tylko o schizofrenii dywagować?).
Swój kompleks niższości Hilde leczyła zachwytem i oddaniem swoich podwładnych, opiekunek psychiatrycznych z oddziałów, które jej jako ordynatorowi podlegały. Brak estymy ze strony kolegów po fachu rekompensowała sobie niekłamanym podziwem biednych dziewuch ze wsi spod Międzyrzecza, dla których jako lekarz była Bogiem. Razem z nimi mieszkała po żeńskiej stronie szpitala, chodziła do kościoła, piła kawę i plotkowała, czym zdobyła ich pełne zaufanie. Dla pielęgniarek z oddziałów psychiatrycznych, traktowanych per noga przez pielęgniarki z oddziałów stricte medycznych była to prawdziwa nobilitacja, że ta wykształcona lekarka z Marburga, raczy z nimi rozmawiać. Hilda znała ich życie, kłopoty, sekrety rodzinne, nawet wiedziała z jakimi mężczyznami się spotykają . One natomiast podziwiały ją bezkrytycznie, jak postać z lepszego świata, jak niedościgniony ideał, który schodzi z piedestału, aby zaszczycić ich szary pielęgniarski tłumek swoją łaską.
Kiedy w 1941 roku dyrektorem szpitala został gorliwy nazista, Walter Grabowski, który zamknął kościół szpitalny i zaczął nagonkę na religię, dr Hilde sprzeciwiła się temu i stanęła w obronie wiary swoich pielęgniarek. A one z wdzięczności wierzyły w nią jak w fałszywego proroka i podążały za nią ślepo w przepaść Higieny Rasy. Kiedy Pani Doktor w 1937 roku została przywódczynią Organizacji Kobiet Nazistowskich (NS Frauenschaft) w Obrawalde, pielęgniarki bynajmniej nie zapisały się tam z miłości do partyjnej ideologii, z której haseł niewiele rozumiały, one się tam zapisały, bo lekarka je sprytnie przekonała, że tak trzeba. Do akcji eutanazji pacjentów też nie przyłączyły się tylko z tego powodu, że zafascynował je społeczny darwinizm, albo że dyrektor Grabowski je nastraszył gestapo. Oddziałowe takie jak Ratajczak, Wieczorek, Koslowski czy Hellmiss posłusznie wykonywały polecenia swojej bezpośredniej przełożonej, Pani Ordynator, jednak nigdy jej tego nie wypominały. Amanda Ratajczak, oddziałowa Oddziału 9, bita i poniewierana przez Rosjan podczas śledztwa nie obciążyła dr Wernicke zarzutami, obwiniała w ostatnich słowach tylko Grabowskiego. Helene Wieczorek, oddziałowa z Oddziału 10 wielokrotnie przesłuchiwana w więzieniu, nigdy nie powiedziała złego słowa o swojej przełożonej i zarazem najlepszej przyjaciółce. Oddziałowa Berta Koslowski wolała popełnić samobójstwo niż opowiedzieć, co działo się na Oddziale 3, podlegającym dr Wernicke…
Ślepe przywiązanie jakie żywiła do lekarki ta biedna śląska sierota, Wieczorek, było niezwykłe. Nie miała przyjaciółce za złe, że ta, namawiając ją do zabijania pacjentów, pociągnęła ją za sobą w przepaść. Tęskniła i prosiła o pozwolenie na spędzenie z nią świąt Bożego Narodzenia.
Czy podobne uczucia żywiła dr Wernicke? Wydaje się, że jednak nie. W liście do prokuratora z 6 grudnia 1945 dr Hilde Wernicke poprosiła jedynie o adwokata, nie wyrażając chęci spędzenia świąt z przyjaciółką. Jej wcześniejsze listy do oddziałowej z 10 ograniczały się do suchych służbowych komend: „Nie daj się zastraszyć. Głowa do góry. Nic nie podpisuj”.
14 stycznia 1947 roku bez słowa skargi, jak wierny pies, pielęgniarka Helena Wieczorek poszła za swoją idolką, lekarką Hilde Wernicke na gilotynę.
Tekst: Katarzyna Sztuba-Frąckowiak.
Fot. Internet.
*Prawa autorskie zastrzeżone.

