Długo zastanawiałam się czy pisać w dzień św. Walentego tekst związany z Obrzycami. Jednak po zastanowieniu stwierdziłam, że czemu by nie? Wszak Obrzyce często nazywane są „Edenem”, a jak jest Eden to muszą być oczywiście Adam i Ewa.
Taką parą zakochanych byli w latach 30-tych niejaka Matylda, pomoc pielęgniarska z oddziału psychiatrycznego i Paul, sezonowy murarz, dorabiający na miejscowych budowach.
Matylda była niemłodą, jakby to dzisiaj eufemistycznie określić, singielką. Liczyła sobie 32 wiosny, miała ciemne, gładko zaczesane włosy i częściową protezkę górnej szczęki. Paul był murarzem, pracującym w okolicy i tyczasowo pomieszkiwał sobie u siostry pielęgniarki w Obrawalde. Niestety jego rysopisu nie znamy, ale z pewnością był kobieciarzem i miał zdolności wkradania się w łaski płci pięknej. Właściwie zdolności takich nie musiał posiadać, ponieważ wystarczyło po prostu, że był mężczyzną. W latach 20-tych po hekatombie młodych chłopaków na froncie zachodnim w latach 1914-1918 mężczyzna na rynku matrymonialnym był towarem wybitnie deficytowym. Tak więc po kilku romantycznych rozmowach i zapewnieniach Paula, że jest rozwodnikiem (co potwierdziła jego siostra), Matylda z entuzjazmem rzuciła się w wir gorącego uczucia.
Po kilku miesiącach konsumpcja nowego związku przyniosła spodziewane efekty w postaci ciąży. Matylda podzieliła się tą radosną nowiną z Paulem, ale jego twarz nie zdradzała najmniejszego entuzjazmu. Naciski na sformalizowanie związku w postaci ślubu, namiętny kochanek puścił mimo uszu. Do Matyldy poprzez romantyczne zaczadzenie mózgu powoli zaczęła docierać racjonalna myśl, że Paul chyba nie do końca jest rozwodnikiem, jak zapewniał…
Brzuch rósł a z nim kłopoty.
Sprawca ciąży nie poczuwając się do odpowiedzialności czmychnął na budowę aż do Połęcka za Krosnem Odrzańskim, zostawiając Matyldę na pastwę losu. Nie dość, że była samotną kobietą w ciąży, to jeszcze jej pracodawca, dyrektor szpitala psychiatrycznego w Obrzycach dr Steinebach chciał ją zdegradować do pozycji pomywaczki „za niemoralne prowadzenie się” i „zhańbienie zawodu pielęgniarki”. Na szczęście z pomocą związków zawodowych nieszczęsnej porzuconej kochance udało się utrzymać pracę pielęgniarki.
Wkrótce w 1932 r powiła….bliźnięta Liselotte i Heinza, do których oczywiście Paul się nie przyznał.
Kiedy Matylda wniosła sprawę o alimenty do sądu w Międzyrzeczu, sędzia jej ich nie przyznał, ponieważ Paul z rozbrajającą szczerością wyznał, że ma zbyt dużo dzieci a pensję zbyt małą, aby płacić alimenty…Ostatecznie Matylda otrzymała zasiłek na dzieci z międzyrzeckiego Jugendamtu.
I tak to już często z tą romantyczną miłością jest, że zaczyna się czułymi pocałunkami przy księżycu nad Obrą a kończy na zasiłku z międzyrzeckiej opieki socjalnej.
Do tej obrzyckiej sytuacji pasują jak ulał słowa Ofelii z „Hamleta” Szekspira:
„Dzień dobry, dziś święty Walenty,
Dopiero co świtać poczyna;
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna.
Poskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną;
I weszła dziewczyna do chaty;
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną […].
Bezbożność to wielka; Bóg widzi
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nimeś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić?
— I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.
Post powstał bez użycia AI.
© 2026 Katarzyna Sztuba-Frąckowiak. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: K. Sztuba-Frąckowiak, Szpital Psychiatryczny w Obrzycach 1904-1945. Cienie z przeszłości, Miedzyrzecz 2025.
W. Szekspir, Hamlet.
Fot. Budynek zwany „Samotnym” dla niezamężnych pielęgniarek, Andrzej Dziembowski.

